Niby znałam, ale dopiero dzisiaj odkryłam ten kawałek:
http://www.taraka.pl/index.php?id=siodemka
Daje do myślenia i ładnie podsumowuje to co sie dzieje w moim życiu.... np. Lekcją Lekkoducha jest więc poprzestawanie na małym. W procesie integracji uczy się on czerpać zadowolenie z głębokiego kontaktu, z refleksji nad istotą spraw, często nie tych odległych, ale codziennych, pozostających bezpośrednim zasięgu. Dopóki Lekkoduch nie wejdzie we własną przestrzeń, dopóty będzie gnał przez świat, wytyczając kolejne trajektorie. Będzie iskrzył, świecił i fascynował, nie będzie jednak spełniony. Będzie myślał, że jest całym światem, ale nie będzie posiadał Siebie.
"Ludzie z twojej planety hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie... i nie znajdują w nich tego, czego szukają...(...) A tymczasem to, czego szukają może być ukryte w jednej róży lub w odrobinie wody..." Mały Książę
i mam nadzieję, ze jestem na tym etapie:
"Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudnisz i jakiekolwiek twoje pragnienia, pośród zgiełku życia zachowaj spokój duszy. Przy całej ułudzie, znoju i niespełnionych snach, to wciąż piękny świat. Bądź uważny. Dąż do szczęścia." Desiderata
Wsłuchując się w siebie Lekkoduch po raz pierwszy realizuje wizję, która NIE narodziła się w nim. Jest to kompletnie nowa informacja - odczytanie "co należy robić", płynące z sytuacji, a nie z wyboru. Siódemka zwraca się do każdej sytuacji z prośbą: "Nie wiem, powiedz mi..." I czeka. I sytuacja jej mówi - Siódemka słyszy w myślach głos - "oto kolejny krok" Nie ma już problemu z rozproszeniem, ponieważ Kierunku Drogi nie ustala ona. Czuje natomiast, że kierunek został wytyczony głęboką Logiką Sytuacji, którą pozwoliła sobie usłyszeć.
Lekkoduch zaczyna wtedy żyć na zasadzie "jedna myśl na raz", a nie jak dotąd - "wesoła czereda myśli uratuje mnie przed nudą". Zdaje sobie sprawę, że kolorowy zgiełk skutecznie odcina go od odbioru prawdy. Tylko w ciszy, prawda może zostać rozpoznana. Zamiast "nudy" której wcześniej oczekiwał, pojawia się WGLĄD. http://wiedzma60-httpwwwbloggercom.blogspot.com/search?updated-max=2009-04-25T21%3A13%3A00-07%3A00&max-results=7 Może on nastąpić jedynie wtedy gdy myśli Lekkoducha uspokoją się i gdy powstanie wolna przestrzeń, przejrzyste światło, w którym widać obiekt obserwacji. WGLĄD, jaki się wtedy wydarza - to myśl nowa i nieoczekiwana, która nie ma nic wspólnego z nudą. Nagle, w ogromnym skrócie, staje się jasne, Jak Działać. Techniczna pewność Siódemki, że wszystko doskonale rozumie, ustępuje miejsca pokorze. Nagle okazuje się, że nic nie rozumie, natomiast dzięki Czuciu, jakie obudziła w sobie aktem pokory, pojawia się Głęboka Wiedza - WGLĄD. Kolejne udane WGLĄDY upewniają Lekkoducha co do tego, że istnieją rozwiązania, których jeszcze nie zna, oraz punkty widzenia położone w wymiarze innym, niż ten, który potrafi na razie ogarnąć. Dzięki pokorze, może użyć logiki w celu formowania życia spójnego i przemyślanego. Jest to życie wyrażające się nie tylko w realizacji planów, ale również, a nawet przede wszystkim, w rozumieniu JAKIE plany realizować.
Paradoksalnie też, takie życie jest dla Siódemki Radością. Radość do której dążyła przez rozproszenie energii (orgazm), blednie w porównaniu z Radością, jaką uzyskuje, gdy zaczyna czuć w każdych okolicznościach, że WIE co robić. Wierząc, że jej życie ma sens, otwiera się, aby sens ten poznać. Nie musi też bronić się przed "nudą" i "powagą" świata. To co zwała kiedyś "nudą" i czego bała się jak śmierci, okazuje się złudzeniem, stworzonym dla obrony. Fetor Lekkoducha - Niewiarygodność, stopniowo ulatnia się. Lekkoduch, choć wciąż lekki, staje się człowiekiem dokładnym, cierpliwym i przekonującym.
Na otwartej dłoni leży liść. Lekkoduch, ewoluując, poluzował chwyt jakim trzymał Rzeczywistość. Powstaje przestrzeń po to, aby mogło narodzić się Coś Nowego. W otwartej dłoni złożona zostaje Promocja. Z marynarza, Lekkoduch awansuje na Kapitana. Nie musi już wspinać się po wantach. Zamiast tego - obserwuje gwiazdy i wyznacza kurs.
"Idź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można odnaleźć w ciszy. (...) Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj. I czy widać to, czy nie, wszechświat z pewnością zmierza tam, gdzie powinien. (...)" Desiderata
Mektub!
"Moje upodobania są proste: zadowalam sie tym, co najlepsze" Oscar Wilde - moja modyfikacja ----> zadowalam sie tym, co najlepsze DLA MNIE.
środa, 8 lipca 2009
Szukajcie a znajdziecie, albo przyjdzie samo...
* zakładaj niemożliwe ogrody * wyczekuj marzeń * pisz listy miłosne * zaprzyjaźnij się z wolnością i niepewnością * naucz się obserwować ślimaki * dużo się śmiej * bujaj się na huśtawce jak najwyżej się da * rysuj po ścianach * wierz w magię * chichocz z dziećmi * słuchaj starszych ludzi * świętuj każdą wspaniałą chwilę * zaproś kogoś na herbatę * odsuń lęk * czytaj codziennie * płacz na filmach * błogosław samego siebie * bądź wolny * zmoknij * miej szalone przywidzenia i przeobrażające sny * kąp się w świetle księżyca* wyobraź sobie doskonały spokój * zbuduj fortecę z kocy * przytulaj się do drzew
* kultywuj nastroje * rób to z miłości
i jeszcze:

jakis czas temu zrobiłam listę 49 rzeczy, a teraz 48 pytań... to stąd:
http://drugaszesnascie.blogspot.com/wtorek, 7 lipca 2009
piątek, 3 lipca 2009
Przypadków c.d.

Cytat :
Pomyśl, że nie wiesz tak do końca i naprawdę jaki jest sens życia. Nie wiesz o co w tym wszystkim chodzi. Szukasz odpowiedzi, zadowalasz się jakąś i masz spokój, ale tak naprawdę… to są tylko przebłyski, iluzje, bo życie jest jedną wielką, wybaczcie kolokwializm, zajebistą tajemnicą.
Czyż nie jest to uwalniające? Może wcale nie musimy wszystkiego wiedzieć? Może nie potrafimy wszystkiego ogarnąć naszymi racjonalnymi umysłami? Może jesteśmy w stanie to wszystko ogarnąć, ale inaczej? A może wcale nie da się tego zrobić, bo jedyne co możemy, to delikatnie dotykać tej tajemnicy z różnych stron i zachwycać się naszymi ulotnymi odkryciami?
Czyż nie jest to uwalniające? Może wcale nie musimy wszystkiego wiedzieć? Może nie potrafimy wszystkiego ogarnąć naszymi racjonalnymi umysłami? Może jesteśmy w stanie to wszystko ogarnąć, ale inaczej? A może wcale nie da się tego zrobić, bo jedyne co możemy, to delikatnie dotykać tej tajemnicy z różnych stron i zachwycać się naszymi ulotnymi odkryciami?
I jeszcze o odpoczynku:
Jak dążyć do stworzenia w sobie postawy wu-wei? Taoiści opracowali wiele różnych praktyk, a ja natrafiłam dziś na piękne ćwiczenie w sam raz na ciepłe wiosenne i letnie dni. Jej istotą jest spędzenie czasu bez konkretnego celu, ale w harmonii z naturą. Dla mnie przy okazji jest to świetny sposób na sensowny odpoczynek dla ciała i umysłu.
Wędrówka bez celu
1. Wybierz sobie jakieś miejsce na praktykę. Może to być park, okolica Twojego domu, łąka czy las. Ważne jest byś mógł połączyć się z naturą i czuć się dobrze w tym miejscu.
2. Usiądź lub połóż się bezpośrednio na ziemi (możesz podłożyć sobie koc). Zamknij oczy i weź kilka głębokich wdechów. Poczuj swoje połączenie z ziemią pod Tobą. Poczuj jak powietrze wchodzi i wychodzi z Twojego ciała. Puść wszystkie myśli dotyczące przeszłości i przyszłości, delektuj się tą piękną chwilą obecną.
3. Otwórz oczy i pozwól wzrokowi swobodnie przemieszczać się po otoczeniu. Zauważ piękno wokół Ciebie. Zwróć uwagę na dźwięki i zapachy docierające do Twoich zmysłów.
4. Pozwól sobie powędrować po okolicy, zupełnie bez celu. Daj się kierować swoim doznaniom, poczuciu ciekawości lub intuicji. Może zauważysz coś ciekawego, może zainteresuje cię jakiś dziwny dźwięk.
5. Zatrzymuj się gdzie chcesz i kiedy chcesz. Postaraj się pozostać na poziomie zmysłów i odczuć, nie wchodź w analizę umysłową. Badaj otoczenie, przyglądaj się, bądź ciekaw. Jeśli masz ochotę, usiądź lub połóż się.
6. Jeśli zauważysz, że uciekasz myślami w przeszłość lub przyszłość, nie ma problemu – po prostu wróć do tu i teraz, wędruj beztrosko jak dziecko, prowadzony przez ciekawość.
7. Gdy skończy się Twój czas na praktykę lub gdy intuicja podpowie Ci, że czas kończyć, usiądź z powrotem i zrób kilka głębszych oddechów. Poczuj wdzięczność za ten czas i możliwość obcowania z tak wspaniałym otoczeniem. Zobacz co czujesz w ciele. Weź tę energię ze sobą na resztę dnia .
Wędrówka bez celu
1. Wybierz sobie jakieś miejsce na praktykę. Może to być park, okolica Twojego domu, łąka czy las. Ważne jest byś mógł połączyć się z naturą i czuć się dobrze w tym miejscu.
2. Usiądź lub połóż się bezpośrednio na ziemi (możesz podłożyć sobie koc). Zamknij oczy i weź kilka głębokich wdechów. Poczuj swoje połączenie z ziemią pod Tobą. Poczuj jak powietrze wchodzi i wychodzi z Twojego ciała. Puść wszystkie myśli dotyczące przeszłości i przyszłości, delektuj się tą piękną chwilą obecną.
3. Otwórz oczy i pozwól wzrokowi swobodnie przemieszczać się po otoczeniu. Zauważ piękno wokół Ciebie. Zwróć uwagę na dźwięki i zapachy docierające do Twoich zmysłów.
4. Pozwól sobie powędrować po okolicy, zupełnie bez celu. Daj się kierować swoim doznaniom, poczuciu ciekawości lub intuicji. Może zauważysz coś ciekawego, może zainteresuje cię jakiś dziwny dźwięk.
5. Zatrzymuj się gdzie chcesz i kiedy chcesz. Postaraj się pozostać na poziomie zmysłów i odczuć, nie wchodź w analizę umysłową. Badaj otoczenie, przyglądaj się, bądź ciekaw. Jeśli masz ochotę, usiądź lub połóż się.
6. Jeśli zauważysz, że uciekasz myślami w przeszłość lub przyszłość, nie ma problemu – po prostu wróć do tu i teraz, wędruj beztrosko jak dziecko, prowadzony przez ciekawość.
7. Gdy skończy się Twój czas na praktykę lub gdy intuicja podpowie Ci, że czas kończyć, usiądź z powrotem i zrób kilka głębszych oddechów. Poczuj wdzięczność za ten czas i możliwość obcowania z tak wspaniałym otoczeniem. Zobacz co czujesz w ciele. Weź tę energię ze sobą na resztę dnia .
Reszta tutaj:
jak pieknie sie to wiąże z moimi po-wolnymi spacerami....
czwartek, 2 lipca 2009
Dawno nie było horoskopu-)))

RYBY20 lutego - 20 marca
Dzień ten przyniesie Ci ożywcze tchnienie. Poczujesz przypływ sił witalnych; to i pozytywne nastawienie pozwolą Ci sprostać niejednemu wyzwaniu. Praca sprawiać Ci będzie przyjemność a im bardziej będziesz kreatywnie do niej podchodzić, tym więcej sukcesów zaliczysz na swoim koncie.
Dzień ten przyniesie Ci ożywcze tchnienie. Poczujesz przypływ sił witalnych; to i pozytywne nastawienie pozwolą Ci sprostać niejednemu wyzwaniu. Praca sprawiać Ci będzie przyjemność a im bardziej będziesz kreatywnie do niej podchodzić, tym więcej sukcesów zaliczysz na swoim koncie.
Dan Millman
Nie możesz zgubić drogi
- Przypomniało mi to coś, o czym od długiego czasu chciałem z tobą porozmawiać. Często zdajesz się czytać w moich myślach i znać moją przyszłość. Czy pewnego dnia ja również będę miał tego rodzaju moce?
Słysząc to Sokrates wyciągnął rękę, włączył telewizor i zaczął oglądać film rysunkowy. Wyłączyłem go. Odwrócił się w moją stronę i westchnął.
- Miałem nadzieję, że całkowicie ominiesz jakąkolwiek fascynację mocami. Ale teraz, skoro to wyszło, możemy to załatwić. Dobra, co chcesz wiedzieć?
- Na początek weźmy przepowiadanie przyszłości. Zdaje się, że potrafisz to czasami robić.
- Odczytywanie przyszłości opiera się na realistycznym postrzeganiu teraźniejszości. Nie zajmuj się widzeniem przyszłości, dopóki nie zobaczysz wyraźnie teraźniejszości.
- No dobrze, a co z czytaniem myśli? - zapytałem.
- O co chodzi? - Sokrates westchnął.
- Zdaje się, że przeważnie potrafisz odczytywać moje myśli.
- Tak, istotnie - przyznał - na ogół wiem, co myślisz. Twoje "myśli" łatwo odczytać, ponieważ masz je wypisane na twarzy.
Zaczerwieniłem się.
- Rozumiesz, co mam na myśli? - zaśmiał się wskazując na moje zaróżowione policzki. - Nie trzeba być czarodziejem, żeby odczytywać myśli z twarzy. Pokerzyści robią to przez cały czas.
- Ale co z prawdziwymi mocami? - Sokrates usiadł na łóżku.
- Szczególne moce faktycznie istnieją - powiedział. - Ale takie rzeczy dla wojownika są absolutnie bez znaczenia. Nie daj się omamić. Szczęście jest jedyną mocą jaka się liczy. A szczęścia nie można zdobyć, ono zdobywa ciebie - ale tylko wtedy, gdy zrezygnujesz ze wszystkiego innego.
Sokrates wyglądał na zmęczonego. Wpatrywał się we mnie przez chwilę, jakby podejmując decyzję. Potem przemówił głosem, który brzmiał łagodnie i stanowczo. Wypowiedział słowa, których lękałem się najbardziej.
- Jest dla mnie jasne, że nadal jesteś w sidłach, Dan - nadal szukasz szczęścia gdzieś indziej. Niech tak będzie. Będziesz szukał, aż zmęczysz się tym wszystkim. Masz teraz odejść na jakiś czas. Szukaj tego, co musisz znaleźć i ucz się tego, co się da. Potem zobaczymy.
- Ale. jak długo? - Mój głos drżał z emocji. Jego słowa wstrząsnęły mną.
- Dziewięć lub dziesięć lat powinno wystarczyć. Byłem przerażony.
- Sokratesie, tak naprawdę nie jestem zainteresowany mocami. Naprawdę rozumiem, co powiedziałeś. Proszę, pozwól mi zostać z tobą.
Zamknął oczy i westchnął.
- Mój młody przyjacielu, nie lękaj się. Twoja ścieżka cię poprowadzi - nie możesz zgubić drogi.
- Ale kiedy cię znowu zobaczę, Sokratesie?
- Kiedy skończysz szukać - kiedy naprawdę skończysz.
- Kiedy zostanę wojownikiem?
- Wojownikiem się nie zostaje, Dan. Albo w danym momencie nim jesteś, albo nie jesteś. Droga sama kreuje wojowników. A teraz musisz całkowicie o mnie zapomnieć. Idź i wróć promienny.
Przyzwyczaiłem się tak bardzo polegać na jego radach, na jego pewności. Wciąż drżąc odwróciłem się, podszedłem do drzwi i po raz ostatni popatrzyłem w jego błyszczące oczy.
- Zrobię wszystko, o co prosisz, Sokratesie - z wyjątkiem jednej rzeczy. Nigdy ciebie nie zapomnę.
Zszedłem po schodach, wyszedłem na ulicę i poszedłem krętymi uliczkami miasteczka uniwersyteckiego, zmierzając ku niepewnej przyszłości.
Postanowiłem przenieść się z powrotem do Los Angeles, mojego miasta rodzinnego. Wyprowadziłem starego valianta z garażu i spędziłem ostatni tydzień w Berkeley, przygotowując się do wyjazdu.
[...]
Kiedy przybyłem do wioski Cascais na wybrzeżu Portugalii, mojego ostatniego miejsca postoju w podróży, pytania na które wciąż nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi, paliły mnie jak ogień.
Postanowiłem doprowadzić do ostatecznej konfrontacji z pytaniami, które dźwięczały w moich uszach: Czym jest oświecenie? Kiedy odzyskam spokój? Sokrates mówił o tych sprawach, ale wtedy go nie słuchałem.
Pewnego poranka obudziłem się na opustoszałej plaży, na której biwakowałem przez parę dni. Spojrzałem na wodę. Przypływ zniszczył mój pracowicie wybudowany zamek z piasku i patyków.
Z jakiegoś powodu przypomniało mi to o mojej własnej śmierci i o tym, co Sokrates próbował mi przekazać. Fragmenty jego słów i gestów napływały do mnie, podobnie jak patyki z mojego zamku, które teraz bezładnie unosiły się na przybrzeżnych falach: "Pomyśl o umykających latach, Danny. Pewnego dnia odkryjesz, że śmierć nie jest taka, jak ją sobie wyobrażasz - ale przecież życie również takie nie jest. Tak jedno, jak i drugie może być cudowne, pełne zmian - albo, jeśli się nie przebudzisz, zarówno życie, jak i śmierć będą wielkim rozczarowaniem."
Jego śmiech dźwięczał mi w głowie. Wtedy przypomniałem sobie pewne zdarzenie, które miało miejsce na stacji:
Byłem zaspany. W pewnym momencie Sokrates złapał mnie za ramiona i potrząsnął:
- Zbudź się! - zawołał. - Gdybyś wiedział, że umierasz na nieuleczalną chorobę, gdyby pozostało ci niewiele życia, zmarnowałbyś nawet te krótkie chwile! Mówię ci teraz, Dan: Ty umierasz na nieuleczalną chorobę, która nazywa się narodziny. Pozostało ci zaledwie parę lat życia. Tak jak wszystkim innym ludziom. Więc bądź szczęśliwy teraz, bez powodu - albo nie będziesz szczęśliwy nigdy.
Poczułem olbrzymią potrzebę, żeby gdzieś pójść, ale nie było dokąd. Tak więc pozostałem na miejscu, niczym przeszukiwacz plaży, i wciąż przeszukiwałem swój własny umysł. "Kim jestem?" - pytałem siebie. "Czym jest oświecenie?"
Dawno temu Sokrates powiedział mi, że nawet wojownicy nie wygrywają ze śmiercią - jedynie odkrywają - Kim tak naprawdę jesteśmy.
Leżąc w słońcu rozmyślałem o obieraniu warstw cebuli w kantorze Sokratesa, żeby zobaczyć "kim jestem". Przypomniałem sobie bohatera powieści J. D. Salingera, który widząc kogoś pijącego mleko ze szklanki, powiedział: "Jest to jak przelewanie Boga w Boga, jeśli wiecie co mam na myśli."
Przypomniałem sobie też pewien sen Lao Tsy:
Lao Tsy zasnął i śnił, że jest motylem.Gdy się przebudził, zastanawiał się:"Czy jestem człowiekiem, który właśnie śnił, że jest motylem, czy też jestem motylem śniącym, że jest człowiekiem?"
Spacerowałem wzdłuż plaży śpiewając dziecięcą piosenkę:
Wiosłuj, wiosłuj, wiosłuj, płyń przez cały dzień. Wesoło, wesoło, wesoło, życie to tylko sen.
Pewnego razu, gdy po jednym z takich spacerów wróciłem do swojego obozowiska ukrytego pomiędzy skałami, sięgnąłem do plecaka i wyjąłem z niego starą książkę, którą kupiłem w Indiach. Było to nieudolne tłumaczenie na język angielski ludowych opowieści duchowych. Przerzuciwszy parę stron znalazłem opowieść na temat oświecenia:
Milarepa poszukiwał wszędzie oświecenia, ale nie mógł go znaleźć- aż pewnego dnia zobaczył starego człowieka, który szedł powoli górską ścieżką niosąc ciężki worek.Milarepa natychmiast poczuł, że ten stary człowiek zna tajemnicę, której on sam rozpaczliwie szukał przez wiele lat.
- Starcze, powiedz mi, proszę, czym jest oświecenie?
Starzec uśmiechnął się, zrzucił ciężki worek z pleców i wyprostował się.
- Tak, teraz wiem! - zawołał Milarepa- Jestem ci dozgonnie wdzięczny. Ale proszę, jeszcze jedno pytanie. Co jest po oświeceniu?
Starzec podniósł worek, zarzucił go sobie na barki, umocował i ciągle uśmiechając się, poszedł dalej ścieżką.
Tej samej nocy miałem taki sen:
Panuje ciemność. Jestem u podnóża wielkiej góry. Zaglądam pod wszystkie kamienie w poszukiwaniu cennego klejnotu. W dolinie panuje mrok, więc nie mogę go znaleźć.
Nagle spoglądam na jaśniejący szczyt góry. Jeżeli klejnot jest gdzieś, to na pewno tam, na szczycie. Wspinam się z uporem. Żmudna podróż zajmuje mi wiele lat. W końcu docieram do celu. Stoję skąpany w jasnym świetle.
Widzę teraz wszystko wyraźnie, ale klejnotu nie ma. Spoglądam na dolinę, skąd wiele lat temu rozpocząłem wspinaczkę. Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że klejnot zawsze był wewnątrz mnie, nawet wtedy, a światło świeciło przez cały czas. Tylko moje oczy były zamknięte.
Przebudziłem się w środku nocy. Świecił księżyc. Powietrze było ciepłe, a cały świat pogrążony w ciszy. Słychać było jedynie rytmiczny szum fal. Usłyszałem głos Sokratesa, ale wiedziałem, że było to tylko jeszcze jedno wspomnienie: "Oświecenie nie jest osiągnięciem, Dan - jest odkryciem. Kiedy się budzisz, wszystko się zmienia, a jednocześnie nic się nie zmienia. Jeśli ślepiec odkrywa, że może widzieć, to czy świat się zmienia?"
Siedziałem i obserwowałem światło księżyca migoczące na falach i pokrywające srebrem odległe góry. Co to było za powiedzenie o górach, rzekach i wielkim poszukiwaniu? Aha, przypomniałem sobie:
Na początku góry są górami, a rzeki rzekami. Potem góry nie są górami, a rzeki nie są rzekami. W końcu góry są górami, a rzeki rzekami.
Wstałem, zbiegłem plażą i zagłębiłem się w ciemnej toni oceanu. Wypłynąłem daleko poza fale przyboju. Przestałem poruszać rękami, kiedy nagle poczułem, że coś ociera się o mnie w czarnej głębi. Naraz dotarło do mnie: to była Śmierć.
Rzuciłem się dziko do brzegu i dysząc ciężko opadłem na mokry piasek. Mały krab przeszedł tuż przed moimi oczami i zakopał się w piasku, który momentalnie zmyła woda.
Wstałem, wytarłem się i ubrałem. Spakowałem się przy świetle księżyca. Zakładając plecak powiedziałem do siebie:
- Lepiej nigdy nie zaczynać, ale skoro już się zaczęło, lepiej skończyć.
Wiedziałem, że czas wracać do domu.
"Droga miłującego pokój wojownika" Dan Millman
a tekst pochodzi stąd; http://solaris-rozwojosobisty.pl/index.html
- Przypomniało mi to coś, o czym od długiego czasu chciałem z tobą porozmawiać. Często zdajesz się czytać w moich myślach i znać moją przyszłość. Czy pewnego dnia ja również będę miał tego rodzaju moce?
Słysząc to Sokrates wyciągnął rękę, włączył telewizor i zaczął oglądać film rysunkowy. Wyłączyłem go. Odwrócił się w moją stronę i westchnął.
- Miałem nadzieję, że całkowicie ominiesz jakąkolwiek fascynację mocami. Ale teraz, skoro to wyszło, możemy to załatwić. Dobra, co chcesz wiedzieć?
- Na początek weźmy przepowiadanie przyszłości. Zdaje się, że potrafisz to czasami robić.
- Odczytywanie przyszłości opiera się na realistycznym postrzeganiu teraźniejszości. Nie zajmuj się widzeniem przyszłości, dopóki nie zobaczysz wyraźnie teraźniejszości.
- No dobrze, a co z czytaniem myśli? - zapytałem.
- O co chodzi? - Sokrates westchnął.
- Zdaje się, że przeważnie potrafisz odczytywać moje myśli.
- Tak, istotnie - przyznał - na ogół wiem, co myślisz. Twoje "myśli" łatwo odczytać, ponieważ masz je wypisane na twarzy.
Zaczerwieniłem się.
- Rozumiesz, co mam na myśli? - zaśmiał się wskazując na moje zaróżowione policzki. - Nie trzeba być czarodziejem, żeby odczytywać myśli z twarzy. Pokerzyści robią to przez cały czas.
- Ale co z prawdziwymi mocami? - Sokrates usiadł na łóżku.
- Szczególne moce faktycznie istnieją - powiedział. - Ale takie rzeczy dla wojownika są absolutnie bez znaczenia. Nie daj się omamić. Szczęście jest jedyną mocą jaka się liczy. A szczęścia nie można zdobyć, ono zdobywa ciebie - ale tylko wtedy, gdy zrezygnujesz ze wszystkiego innego.
Sokrates wyglądał na zmęczonego. Wpatrywał się we mnie przez chwilę, jakby podejmując decyzję. Potem przemówił głosem, który brzmiał łagodnie i stanowczo. Wypowiedział słowa, których lękałem się najbardziej.
- Jest dla mnie jasne, że nadal jesteś w sidłach, Dan - nadal szukasz szczęścia gdzieś indziej. Niech tak będzie. Będziesz szukał, aż zmęczysz się tym wszystkim. Masz teraz odejść na jakiś czas. Szukaj tego, co musisz znaleźć i ucz się tego, co się da. Potem zobaczymy.
- Ale. jak długo? - Mój głos drżał z emocji. Jego słowa wstrząsnęły mną.
- Dziewięć lub dziesięć lat powinno wystarczyć. Byłem przerażony.
- Sokratesie, tak naprawdę nie jestem zainteresowany mocami. Naprawdę rozumiem, co powiedziałeś. Proszę, pozwól mi zostać z tobą.
Zamknął oczy i westchnął.
- Mój młody przyjacielu, nie lękaj się. Twoja ścieżka cię poprowadzi - nie możesz zgubić drogi.
- Ale kiedy cię znowu zobaczę, Sokratesie?
- Kiedy skończysz szukać - kiedy naprawdę skończysz.
- Kiedy zostanę wojownikiem?
- Wojownikiem się nie zostaje, Dan. Albo w danym momencie nim jesteś, albo nie jesteś. Droga sama kreuje wojowników. A teraz musisz całkowicie o mnie zapomnieć. Idź i wróć promienny.
Przyzwyczaiłem się tak bardzo polegać na jego radach, na jego pewności. Wciąż drżąc odwróciłem się, podszedłem do drzwi i po raz ostatni popatrzyłem w jego błyszczące oczy.
- Zrobię wszystko, o co prosisz, Sokratesie - z wyjątkiem jednej rzeczy. Nigdy ciebie nie zapomnę.
Zszedłem po schodach, wyszedłem na ulicę i poszedłem krętymi uliczkami miasteczka uniwersyteckiego, zmierzając ku niepewnej przyszłości.
Postanowiłem przenieść się z powrotem do Los Angeles, mojego miasta rodzinnego. Wyprowadziłem starego valianta z garażu i spędziłem ostatni tydzień w Berkeley, przygotowując się do wyjazdu.
[...]
Kiedy przybyłem do wioski Cascais na wybrzeżu Portugalii, mojego ostatniego miejsca postoju w podróży, pytania na które wciąż nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi, paliły mnie jak ogień.
Postanowiłem doprowadzić do ostatecznej konfrontacji z pytaniami, które dźwięczały w moich uszach: Czym jest oświecenie? Kiedy odzyskam spokój? Sokrates mówił o tych sprawach, ale wtedy go nie słuchałem.
Pewnego poranka obudziłem się na opustoszałej plaży, na której biwakowałem przez parę dni. Spojrzałem na wodę. Przypływ zniszczył mój pracowicie wybudowany zamek z piasku i patyków.
Z jakiegoś powodu przypomniało mi to o mojej własnej śmierci i o tym, co Sokrates próbował mi przekazać. Fragmenty jego słów i gestów napływały do mnie, podobnie jak patyki z mojego zamku, które teraz bezładnie unosiły się na przybrzeżnych falach: "Pomyśl o umykających latach, Danny. Pewnego dnia odkryjesz, że śmierć nie jest taka, jak ją sobie wyobrażasz - ale przecież życie również takie nie jest. Tak jedno, jak i drugie może być cudowne, pełne zmian - albo, jeśli się nie przebudzisz, zarówno życie, jak i śmierć będą wielkim rozczarowaniem."
Jego śmiech dźwięczał mi w głowie. Wtedy przypomniałem sobie pewne zdarzenie, które miało miejsce na stacji:
Byłem zaspany. W pewnym momencie Sokrates złapał mnie za ramiona i potrząsnął:
- Zbudź się! - zawołał. - Gdybyś wiedział, że umierasz na nieuleczalną chorobę, gdyby pozostało ci niewiele życia, zmarnowałbyś nawet te krótkie chwile! Mówię ci teraz, Dan: Ty umierasz na nieuleczalną chorobę, która nazywa się narodziny. Pozostało ci zaledwie parę lat życia. Tak jak wszystkim innym ludziom. Więc bądź szczęśliwy teraz, bez powodu - albo nie będziesz szczęśliwy nigdy.
Poczułem olbrzymią potrzebę, żeby gdzieś pójść, ale nie było dokąd. Tak więc pozostałem na miejscu, niczym przeszukiwacz plaży, i wciąż przeszukiwałem swój własny umysł. "Kim jestem?" - pytałem siebie. "Czym jest oświecenie?"
Dawno temu Sokrates powiedział mi, że nawet wojownicy nie wygrywają ze śmiercią - jedynie odkrywają - Kim tak naprawdę jesteśmy.
Leżąc w słońcu rozmyślałem o obieraniu warstw cebuli w kantorze Sokratesa, żeby zobaczyć "kim jestem". Przypomniałem sobie bohatera powieści J. D. Salingera, który widząc kogoś pijącego mleko ze szklanki, powiedział: "Jest to jak przelewanie Boga w Boga, jeśli wiecie co mam na myśli."
Przypomniałem sobie też pewien sen Lao Tsy:
Lao Tsy zasnął i śnił, że jest motylem.Gdy się przebudził, zastanawiał się:"Czy jestem człowiekiem, który właśnie śnił, że jest motylem, czy też jestem motylem śniącym, że jest człowiekiem?"
Spacerowałem wzdłuż plaży śpiewając dziecięcą piosenkę:
Wiosłuj, wiosłuj, wiosłuj, płyń przez cały dzień. Wesoło, wesoło, wesoło, życie to tylko sen.
Pewnego razu, gdy po jednym z takich spacerów wróciłem do swojego obozowiska ukrytego pomiędzy skałami, sięgnąłem do plecaka i wyjąłem z niego starą książkę, którą kupiłem w Indiach. Było to nieudolne tłumaczenie na język angielski ludowych opowieści duchowych. Przerzuciwszy parę stron znalazłem opowieść na temat oświecenia:
Milarepa poszukiwał wszędzie oświecenia, ale nie mógł go znaleźć- aż pewnego dnia zobaczył starego człowieka, który szedł powoli górską ścieżką niosąc ciężki worek.Milarepa natychmiast poczuł, że ten stary człowiek zna tajemnicę, której on sam rozpaczliwie szukał przez wiele lat.
- Starcze, powiedz mi, proszę, czym jest oświecenie?
Starzec uśmiechnął się, zrzucił ciężki worek z pleców i wyprostował się.
- Tak, teraz wiem! - zawołał Milarepa- Jestem ci dozgonnie wdzięczny. Ale proszę, jeszcze jedno pytanie. Co jest po oświeceniu?
Starzec podniósł worek, zarzucił go sobie na barki, umocował i ciągle uśmiechając się, poszedł dalej ścieżką.
Tej samej nocy miałem taki sen:
Panuje ciemność. Jestem u podnóża wielkiej góry. Zaglądam pod wszystkie kamienie w poszukiwaniu cennego klejnotu. W dolinie panuje mrok, więc nie mogę go znaleźć.
Nagle spoglądam na jaśniejący szczyt góry. Jeżeli klejnot jest gdzieś, to na pewno tam, na szczycie. Wspinam się z uporem. Żmudna podróż zajmuje mi wiele lat. W końcu docieram do celu. Stoję skąpany w jasnym świetle.
Widzę teraz wszystko wyraźnie, ale klejnotu nie ma. Spoglądam na dolinę, skąd wiele lat temu rozpocząłem wspinaczkę. Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że klejnot zawsze był wewnątrz mnie, nawet wtedy, a światło świeciło przez cały czas. Tylko moje oczy były zamknięte.
Przebudziłem się w środku nocy. Świecił księżyc. Powietrze było ciepłe, a cały świat pogrążony w ciszy. Słychać było jedynie rytmiczny szum fal. Usłyszałem głos Sokratesa, ale wiedziałem, że było to tylko jeszcze jedno wspomnienie: "Oświecenie nie jest osiągnięciem, Dan - jest odkryciem. Kiedy się budzisz, wszystko się zmienia, a jednocześnie nic się nie zmienia. Jeśli ślepiec odkrywa, że może widzieć, to czy świat się zmienia?"
Siedziałem i obserwowałem światło księżyca migoczące na falach i pokrywające srebrem odległe góry. Co to było za powiedzenie o górach, rzekach i wielkim poszukiwaniu? Aha, przypomniałem sobie:
Na początku góry są górami, a rzeki rzekami. Potem góry nie są górami, a rzeki nie są rzekami. W końcu góry są górami, a rzeki rzekami.
Wstałem, zbiegłem plażą i zagłębiłem się w ciemnej toni oceanu. Wypłynąłem daleko poza fale przyboju. Przestałem poruszać rękami, kiedy nagle poczułem, że coś ociera się o mnie w czarnej głębi. Naraz dotarło do mnie: to była Śmierć.
Rzuciłem się dziko do brzegu i dysząc ciężko opadłem na mokry piasek. Mały krab przeszedł tuż przed moimi oczami i zakopał się w piasku, który momentalnie zmyła woda.
Wstałem, wytarłem się i ubrałem. Spakowałem się przy świetle księżyca. Zakładając plecak powiedziałem do siebie:
- Lepiej nigdy nie zaczynać, ale skoro już się zaczęło, lepiej skończyć.
Wiedziałem, że czas wracać do domu.
"Droga miłującego pokój wojownika" Dan Millman
a tekst pochodzi stąd; http://solaris-rozwojosobisty.pl/index.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)